W październiku
ukazała się Twoja kolejna powieść: Brakujący obrazek. Mimo, że okładka
jest mocno zimowa, a w treści pojawia się świąteczny akcent, to jednak nie mówisz
o tej historii jako świątecznej książce, dlaczego?
Anna Ziobro: Hasło „świąteczna
książka” kojarzy mi się z uroczą, słodką opowieścią, która swoim klimatem
wprawia nas w nastrój odprężenia, przy której chcemy się uśmiechać i po której
spodziewamy się „bożonarodzeniowego cudu” lub szczęśliwego zakończenia w
dosłownym znaczeniu. Moja historia taka nie jest, dlatego nie chciałabym
wprowadzać czytelników w błąd. Owszem mamy śnieżną zimę, niektóre kluczowe
wydarzenia dzieją się w wigilijny wieczór, są nawet lampki choinkowe (które nota
bene nie działają), ale opowieść jest trudna, niepodkoloryzowana, chwilami
brutalna emocjonalnie. Mówi o problemach często marginalizowanych i z pewnością
nie lubimy rozmawiać o nich przy świątecznym stole. Dlatego wolę opisywać ją
jako powieść, która mrozi niczym styczniowy poranek, ale ma też nieść nadzieję
i rozgrzewać serca. Myślę, że okładka (którą pokochałam od pierwszej chwili)
idealnie oddaje ten klimat.
Czy pisanie Brakującego
obrazka od początku „szło gładko”, czy pisanie nie przebiegało zgodnie z
planem?
Anna Ziobro: To była tak naprawdę
pierwsza powieść, którą pisałam już po tym, jak mój debiut trafił do sprzedaży
i chyba czułam presję tego, że „Tysiąc kawałków” zebrał świetne opinie wśród
czytelników. Cały czas myślałam o tym, żeby nie obniżyć sobie poprzeczki. Tak
bardzo się na tym skupiałam, że samo pisanie ‒ choć pomysł był mocno
wyklarowany w mojej głowie ‒ szło jak po grudzie. Kiedy miałam napisane ponad
150 tysięcy znaków (to około 1/3 całości), postanowiłam... zacząć od nowa i
opowiedzieć tę samą historię, ale z innej perspektywy ‒ w taki sposób, jakiego
oczekiwałabym jako czytelnik. Początkowo historia miała toczyć się z
perspektywy Natalii, natomiast Ola miała stanowić tło. Kiedy to ją uczyniłam
główną bohaterką, wszystko zaczęło iść jak z płatka. Uważam, że warto poświęcić
więcej czasu, nawet trochę się sfrustrować, byle efekt końcowy wyszedł
zadowalający.
Historię Oli
prowadzisz z dwóch perspektyw: najpierw opowiadasz wydarzenia sprzed szesnastu
lat, a później przedstawiasz te aktualne, pomijając czas – pomiędzy. Czemu
posłużył ten zabieg w Twojej powieści?
Anna Ziobro: Bardzo lubię ten
zabieg. Pojawił się on również w mojej poprzedniej książce. Służy głównie temu,
by pokazać, że przeszłość, w tym okres dzieciństwa czy dorastania ‒ zwłaszcza
jeśli są trudne czy naznaczone jakąś traumą ‒ w dużej mierze kształtują
człowieka. Jest to bagaż, który zabieramy ze sobą w dorosłość. W jednotomowej
powieści nie sposób było ukazać całego życia moich bohaterek. Gdybym chciała
zrobić to dokładnie i wnikliwie, musiałabym napisać sagę :-) W treści pojawiają
się jednak nawiązania do tego okresu „pomiędzy” i myślę, że czytelnik mimo
wszystko zyskuje pewien ogląd na całość.
Czy historia Oli i
jej rodziny zarówno tej sprzed szesnastu lat jak i obecnej, była inspirowana
prawdziwą historią?
Anna Ziobro: I tak, i nie. Tak,
ponieważ staram się, żeby moje powieści nie były „wyssane z palca” i poszukuję
inspiracji w prawdziwym życiu. Czytam dużo reportaży, zapisków autentycznych
historii i na ich podstawie często buduję bohaterów i plan zdarzeń. Z drugiej
strony te zasłyszane, przeczytane czy nieraz w jakimś stopniu przeżyte przeze
mnie zdarzenia nie znajdują bezpośredniego przełożenia na moje książki. Zawsze
coś w nich zmieniam i ostateczna opowieść to raczej zlepek kilku prawdziwych
historii, niż jednej konkretnej.
Od pierwszych
rozdziałów pokazujesz, że nie boisz się podejmować tematów trudnych
emocjonalnie i takich, o których rzadko się mówi, a ich skala w naszym
społeczeństwie wciąż przeraża. Jak
przygotowywałaś się do ich pisania i wchodzenia w skórę bohaterów?
Anna Ziobro: Sama jestem osobą
bardzo emocjonalną i podwójnie wszystko przeżywam. Jestem też bacznym
obserwatorem świata i dostrzegam wiele problemów, do których podchodzimy dość
stereotypowo albo przyjmujemy postawę, że lepiej się nie mieszać, nie reagować,
nie wychylać. Wierzę, że właśnie czasem trzeba się „wychylić”, co staram się
pokazać w swoich tekstach i tym samym skłonić czytelnika do refleksji, bo te
problemy są i jak zauważasz, ich skala jest ogromna. W przeciwieństwie do „Za
ścianą ciszy” praca nad „Brakującym obrazkiem” nie wymagała szczególnych
przygotowań. Znajomość problemu, obserwacja świata i wyobraźnia w dużej mierze
wystarczyły.
Przemoc fizyczna i
psychiczna, zastraszanie ofiar, bojących się poprosić o pomoc z zewnątrz i
oprawca, czujący się bezkarnym. Czy z takiej patowej sytuacji może nie istnieć
żadne wyjście?
Anna Ziobro: To są niestety
sytuacje, które nie zawsze znajdują szczęśliwy finał. Przystępując do pracy nad
„Brakującym obrazkiem”, sama rozważałam różne wersje wydarzeń i rozwiązania ‒
także drastyczne, bo mam świadomość, że takie bywa życie, zwłaszcza to
rozgrywające się za zamkniętymi drzwiami. Nie zawsze dobro zwycięża, a oprawca
zostaje ukarany. Jednak tworząc moje książki, zawsze stawiam sobie za cel
przemycenie nadziei i pokazanie, że z trudnych sytuacji też można wyjść i
zawalczyć o szczęście. Nie dążę nigdy na siłę do happy endingu, ale musi
istnieć nadzieja.
Bezwzględny oprawca i
splot nieprzewidzianych okoliczności prowadzi do zerwania rodzinnych więzi,
zarówno na linii siostra-siostra, ale też matka-córka. Pierwszą bitwę
zwyciężyło zło, czy wojna może zostać
wygrana przez dobro, nawet jeśli prowadzona jest nierówna walka?
Anna Ziobro: Tak, jak powiedziałam,
nadzieja to słowo-klucz. Wierzę, że nawet w trudnych sytuacjach tli się
światełko. Bardzo ciekawe i trafne jest Twoje porównanie do wojny. Można
przegrać niejedno starcie, ale to nie znaczy, że nie można wyjść obronną ręką ‒
może nie bez ran, może pokiereszowanym, ale za to z poczuciem, że zawalczyło
się o siebie. Na pewno łatwiej czynić to, jeśli ma się wsparcie, dlatego
zadbałam o to, żeby moje bohaterki oprócz ojca tyrana napotkały też na swojej
drodze dobrych ludzi. Aniołów, w których istnienie też mocno wierzę.
Pomimo, że oddałaś w
ręce czytelników wzruszającą i bolesną historię, to nie zabrakło w niej też
małych i większych promyków nadziei. Czy poprzez tę książkę chciałaś zasiać
ziarno nadziei dla osób, które tkwią w podobnych sytuacjach jak bohaterowie?
Anna Ziobro: „Brakujący obrazek” to
fikcja literacka i z jednej strony po prostu nie chciałam przytłaczać
czytelników tą historią, starałam się też wpleść kilka dobrych momentów i
zabawnych sytuacji, takich na „rozładowanie atmosfery”. Z drugiej strony jest
tak, jak mówisz, chciałam, żeby to ziarnko nadziei się pojawiło, bo może akurat
dla kogoś okaże się ono pomocne.
W Brakującym
obrazku dużą uwagę przykładasz do szczegółów, detali i przedstawiania
świata bohaterów z najdrobniejszymi elementami. Powieść napisana jest pięknym
językiem i dostrzegam tutaj ogromny wkład w proces jej tworzenia. Czy pisanie z
taką dbałością o szczegóły jest trudne?
Anna Ziobro: Myślę, że nie tylko w
„Brakującym obrazku” widać tę dbałość o szczegóły. Czasem żartuję, że nie
jestem mistrzem wartkiej akcji i wbijających w fotel zwrotów wydarzeń, dlatego
muszę tworzyć świat powieści i bohaterów w taki sposób, by to oni wbijali w
fotel, między innymi właśnie dzięki detalom. Czy jest to trudne? Na pewno
wymaga cierpliwości, bo nierzadko jeden akapit przepisuję po kilka razy, czytam
swoje teksty wielokrotnie i dopracowuję język. Uważam to za swój obowiązek, bo
jako językowiec z wykształcenia jestem dość mocno zafiksowana na język i styl.
Również jako czytelnik w pierwszej kolejności na to zwracam uwagę, a dopiero
potem na tematykę, fabułę czy gatunek.
Za ścianą ciszy i Brakujący
obrazek to niebanalne powieści, które poruszają trudną i rzadko spotykaną
tematykę, czy tak będzie również przy Twojej kolejnej książce?
Anna Ziobro: Moi bohaterowie zwykle
nie mają lekkiego życia i to się na razie nie zmieni :-) W dwóch nadchodzących
powieściach pojawią się odpowiednio problemy stalkingu i pewnej bardzo
specyficznej obsesji oraz ponownie niepełnosprawność, ale całkiem inna niż ta w
„Za ścianą ciszy” i przedstawiona zostanie również z innej perspektywy.
Zdarzyło mi się już zacząć pracę nad książką z założeniem, że to będzie
lżejsza, przyjemniejsza historia, ale... nic z tego nie wyszło.
Dziękuję za rozmowę i czekam na
kolejne powieści od Ani Ziobro!
Brakujący obrazek i inne powieści Autorki zamówisz tutaj (klik).
Zajrzyj na stronę autorską na Facebooku i Instagramie.
Wywiad powstał we współpracy z Wydawnictwem Dragon.