Popularne posty

1 wrz 2026

Wywiad z Dorotą Gąsiorowską, autorką serii Córki źywiołów

 

Seria Córki żywiołów pełna jest realizmu magicznego. Czy w swoim życiu również go doświadczasz?

Staram się dostrzegać magię każdego dnia, ale nie jest to magia związana z jakimiś rytuałami czy czarami. Nie chodzi mi o nic nadprzyrodzonego, lecz o tę niezwykłość, która czasem pojawia się w najbardziej niepozornych momentach. W spojrzeniu drugiego człowieka, zapachu lasu po deszczu, przypadkowym spotkaniu czy słowach przeczytanych w książce, nagle dotykających czegoś głęboko w nas. To raczej ulotne, bardzo proste uczucie, polegające na dostrzeganiu piękna i niepowtarzalności każdej chwili. Według mnie to właśnie klucz do prawdziwego życia, do przyjęcia tego, co przynosi, zamiast ciągłego oczekiwania, że rzeczywistość będzie wyglądała tak, jak sobie tego życzymy. To doznanie jest bardzo osobiste i dojrzewa wraz z nami. Postrzegamy świat przez pryzmat naszych doświadczeń i indywidualnej wrażliwości. Czujemy tyle, ile w danym momencie jesteśmy w stanie odczuć, a widziany przez nas świat stanowi tego odzwierciedlenie. Dla jednego drzewo będzie tylko elementem krajobrazu, dla drugiego żywą istotą, czymś więcej niż tylko konary, pień i liście. Dla mnie magia to subtelność i wielowymiarowość życia, współodczuwanie z przyrodą, wdzięczność i umiejętność godzenia się z tym, co jest, a jednocześnie odpuszczania tego, co nam nie służy. Od dziecka, dzięki swojej wrażliwości i wyobraźni dostrzegałam wokół siebie przejawy magii. Odnajdywałam ją w książkach, na spacerach, w rozmowach z drugim człowiekiem i jeszcze w wielu innych, mogłoby się zdawać, prozaicznych sytuacjach - w zwyczajnej codzienności. Mimo dojrzałego wieku i wielu niełatwych doświadczeń, a może właśnie dzięki nim, udało mi się zachować w sobie dziecięcy pierwiastek. Takie podejście sprawia, że każdy nowy dzień jest dla mnie niepowtarzalny, a kiedy działam spontanicznie i nie próbuję wszystkiego z góry zaplanować, mogą przydarzyć się naprawdę zaskakujące rzeczy.

Nilaya – główna bohaterka finałowego tomu, decyduje się zostawić dotychczasowe życie, by podążyć za głosem przeznaczenia. Zawsze słuchasz swojego wewnętrznego głosu?

Staram się, choć często kłóci się to z tym, co podpowiada rozsądek. Potrzeba zaufania do siebie i odrobiny odwagi, by pomimo wątpliwości porzucić kalkulację, przezwyciężyć towarzyszące temu lęki i wkroczyć na nową drogę, którą dopiero trzeba będzie przemierzyć. Nie wiemy, co nas na niej czeka. Intuicja może szeptać, że spotkamy tam to, co gdzieś nam umknęło, że wreszcie będziemy mogli swobodnie oddychać, że właśnie na tym nieznanym lądzie dopiero rozwiniemy skrzydła. Niestety, to zwykle tylko podszepty, bo taka jest intuicja - mówi do nas cichutko, jakby z oddali. Nie zapewni nas, że jeśli jej posłuchamy, osiągniemy cel i odtąd zawsze będzie przyświecać nam słońce. Myślę, że trzeba nauczyć się jej słuchać, a to wiąże się z lepszym poznaniem siebie. Bo dopiero gdy dotrzemy do swojego wnętrza, do tych najbardziej niedostępnych, często opuszczonych zakamarków, do których od lat baliśmy się zaglądać, i w końcu zrobimy tam porządek, wewnętrzny głos ośmieli się do nas przemówić.

Która córka jest szczególnie bliska sercu autorki?

Myślę, że trudno byłoby mi wskazać jedną, nie wyróżniam żadnej z nich. A narodziło się ich w ciągu czterech lat osiem, bo jak wiesz, każdy z czterech tomów zawiera historie dwóch bohaterek – współczesnej i tej z przeszłości. Kiedy piszę, całą uwagę i energię poświęcam bohaterkom danej opowieści, żyję ich życiem, spotykamy się zwykle przez wiele miesięcy, dzień po dniu, więc chcąc nie chcąc, musimy się polubić. Choć bywają też momenty, gdy działamy sobie na nerwy; nie zawsze się zgadzamy, od czasu do czasu zdarza nam się porządnie posprzeczać. Kiedy jednak historia jest już skończona, zwykle jeszcze na etapie redakcji i korekty, zaczynam pisać nową książkę, a wówczas pozwalam odejść bohaterom wcześniejszej. Ich miejsce zajmują kolejni, bo tylko wtedy nowa historia ma szansę wejść przez otwarte drzwi w mojej wyobraźni i z czasem w pełni się rozwinąć. Wszystkie bohaterki „Córek żywiołów” są dla mnie wyjątkowe, bo i ten cykl zajmuje w moim sercu szczególne miejsce. Kolejne części pisałam w okresie wielu zmian w moim życiu. Zauważyłam, że wyznaczały one również kierunek mojemu pisaniu. Każdy z tomów tworzył się we własnym rytmie, nie byłam w stanie przyspieszyć tego procesu, choć nieraz bardzo się starałam, co momentami okazywało się dość frustrujące. To tak, jakby same córki zdecydowały, kiedy chcą  spotkać się z czytelnikami, a historie, które chciały przekazać, najwyraźniej musiały dojrzeć. 

Natura w twoich powieściach odgrywa bardzo ważną rolę. Bohaterki wsłuchują się w jej szept i korzystają z jej darów. W twoim życiu natura jest równie ważna?

Bardzo, nie wyobrażam sobie życia z dala od natury. Nie tylko mnie uspokaja, ale też inspiruje, a uważny spacer potrafi dostarczyć niezwykłych doznań. Przekonałam się, że wcale nie trzeba wyruszać w daleką podróż ani odkrywać dziewiczych zakątków. Często wystarczy dostrzec piękno, które oferuje najbliższa okolica, otworzyć się na opowieść drzew, obok których nieraz przechodziliśmy ze wzrokiem wbitym w ziemię, i posłuchać głosu ptaków przelatujących nad naszymi głowami. Gdy zaczęłam w ten sposób przyglądać się otoczeniu, odkryłam wiele nowego w miejscach pozornie znajomych. Co dziwne, za każdym razem udaje mi się zobaczyć tam coś, czego wcześniej nie dostrzegałam. Przyroda zmienia się tak samo jak my i być może te dotąd ukryte przed nami elementy jej krajobrazu są odpowiedzią na nasze zmiany. Może potrafimy zobaczyć tyle, na ile jesteśmy na to otwarci i gotowi. Paradoksalnie dziś, gdy mieszkam w mieście, odczuwam naturę o wiele głębiej niż kiedyś, gdy mieszkałam na prowincji, a nieopodal rozpościerał się las. Według mnie w naturze kryją się prawdziwe cuda i  odpowiedzi na nurtujące nas pytania, o czym zresztą przekonują się zwykle bohaterki moich książek.

Nad jaką powieścią teraz pracujesz?

Historia, którą teraz piszę, jest bardziej obyczajowa, mniej w niej elementów fantastycznych, choć nie potrafiłabym sobie odmówić choćby odrobiny magii. Nawiązuje lekko do mojej wcześniejszej książki „Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami” i jak to zwykle bywa w przypadku moich opowieści, ta również przyszła do mnie nieoczekiwanie, upominając się o swoją kolej. Niemal od razu poczułam, że to świetny pomysł. Co więcej, bohaterki zdradziły mi swoje imiona i zdecydowały, dokąd chciałyby zawędrować i co przeżyć. Oczywiście, znając mnie, na pewno nieco bardziej skomplikuję ich losy, więc w ciągu najbliższych miesięcy pewnie nieraz się o to posprzeczamy. Najważniejsze, że mimo różnicy zdań na wiele tematów ostatecznie zawsze potrafimy się dogadać. Na razie więc nie pozostaje mi nic innego, jak wysłuchać tego, co mają do powiedzenia i czujnie obserwować, gdzie tym razem mnie zaprowadzą, żeby nie wywiodły mnie w pole. 

Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia między kartami nowej powieści! 

Wywiad powstawał we współpracy z  Wydawnictwem Znak.


 

26 sie 2026

Recenzja przedpremierowa: "Niezłomna. Opowieść i Najbrzydszej Kobiecie Świata" – Ewa Bauer

 


Niezłomna. Opowieść i Najbrzydszej Kobiecie Świata – Ewa Bauer

Premiera: 10.09.2026 r.

Liczba stron: 303

Wydawnictwo: Prozami

 

Jak daleko jesteś gotowa się posunąć, by zapewnić swoim bliskim bezpieczeństwo?

Mary Ann Bevan, której nie poznał świat.

 

Jest XIX wiek.

Mary Ann wychowuje się w biednej rodzinie, obiecując sobie, że w dorosłym życiu zrobi wszystko, by jej dzieci nie doświadczyły niedostatku. Jednak los wiele razy wystawia ją na próbę, a ostateczny rozrachunek nie należy do codziennych zmagań o byt, lecz wymaga siły psychicznej i mierzenia się z traumą. Czego jednak nie potrafi zrobić matka dla swoich dzieci. Czego nie może zrobić człowiek, by przetrwać? Czy istnieje w ogóle taka rzecz?

Beletryzowana powieść biograficzna, autorstwa Ewy Bauer, napisana jest z perspektywy kobiety. Zabieg narracji pierwszoosobowej sprawia, że opowieść odbierana jest w wyjątkowo osobisty sposób. Jesteśmy świadkami, jak w świecie pełnym trudności nasza bohaterka nieraz odnajduje siłę, by przeciwstawić się złym intencjom i walczyć o coś ważnego. Los wielokrotnie wystawia ją na próbę: w dzieciństwie, w młodości, w końcu w dorosłości, gdy życie w pojedynkę, oszpecająca choroba, odbierają jej prawo do spokojnej codzienności. Mary staje przed wyborami: rodzina, czy praca? Obecność, czy odarcie z godności i intymności zapewniające dzieciom byt?


 

„Niezłomna” to opowieść o kobiecie, która nie bała się poświęcić całej siebie, by jej rodzina mogła żyć w dostatku. Ta książka odsłania prawdę o Mary, której nie znajdziecie w ogólnodostępnych materiałach. Jest obrazem kobiety, która nie poddaje się i wciąż znajduje w sobie niezmierzone pokłady nadziei i woli walki. W chwilach zwątpienia każdy z nas jak Mary może spojrzeć w księżyc, by wiedzieć że niezależnie od trudów życia, może odnaleźć  jasne strony niosące pocieszenie.  Mary Ann Bevan, cierpiąca na akromegalię – okrzyknięta w konkursie Najbrzydszą Kobietą Świata – była człowiekiem o pięknym sercu, które dwa stulecia później inspiruje kolejne pokolenia.

Historia kobiety, której odebrano piękno, ale nie zdołano odebrać godności.

Za egzemplarz do przedpremierowej recenzji dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu Prozami.


 

 

 

 

12 sie 2026

Recenzja: „Sanitariuszki. Miłość i śmierć w Powstaniu Warszawskim” - Sylwia Winnik

 


Sanitariuszki. Miłość i śmierć w Powstaniu Warszawskim – Sylwia Winnik

Premiera: 22.07.2026 r.

Liczba stron: 288

Wydawnictwo: Mando

 

Czy odważyłabyś się na taką postawę?

To mogłaś być Ty, to mogłam być Ja. Kobieta, która walczyła, leczyła, wspierała, kochała. Była świadkiem odchodzących żyć, ostatnich słów, powierzanych sekretów. Wykonująca swoją misję w strachu, pod presją czasu, często pod ostrzałem. Dzieląca się swoją porcją skromnego posiłku z rannymi, niemająca czasu na sen, niosąca nadzieję przez 63 długie dni. Jedyną nagrodą było zwycięstwo, które nie nadeszło.

Sylwia Winnik w najnowszym reportażu „Sanitariuszki. Miłość i śmierć w Powstaniu Warszawskim”  przywraca pamięć o tych, które niosły życie w cieniu walczącej Warszawy.

Obok tej książki nie sposób przejść obojętnie. Siedem historii kobiet oraz zgromadzenia sióstr, codziennie walczących na drugiej linii. Widziały i wiedziały zbyt wiele, by po wojnie nie nosić w sobie bagażu niewyobrażalnych doświadczeń, zostających w psychice już na zawsze.

Autorka w przejmujący sposób opisała codzienność kobiet w płonącej Warszawie, bez których Powstanie upadłoby znacznie szybciej. Tej książki nie da się czytać jednym tchem. Konieczne jest zatrzymanie się i zastanowienie nad wydarzeniami, których były świadkami. Ich jedna decyzja mogła zaważyć na życiu lub śmierci powstańca,  sanitariuszki czy całego szpitala. A dla jeszcze wymowniejszego obrazu w środku możemy obejrzeć zdjęcia z wojennego okresu. Te materiały zapadają głęboko w pamięć. To przejmujące świadectwo ludzkiej odpowiedzialności!


 

*Podczas Powstania funkcjonowało ponad 120 szpitali polowych.

*Szacuje się, że w Powstaniu Warszawskim brało udział 1210 lekarzy i 6800 pielęgniarek i sanitariuszek.

*Kobiety, które nigdy nie walczyły, podczas Powstania każdego dnia zmagały się z niebezpieczeństwem.

*Samodzielnie zgromadziły zapasy leków i środków opatrunkowych.

*Operacje chirurgiczne wykonywano często bez znieczulenia, w marnym świetle lamp naftowych.

*Ranni leżeli na podłogach.

*Placówki pracowały w warunkach bezpośredniego zagrożenia. Często były atakowane i niszczone. 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Autorce i Wydawnictwu Mando.


 



 

 


Wywiad z Magdaleną Walą wokół powieści "W sercu wroga"

  Powieść W sercu wroga, otwiera sagę historyczną Między jeziorami. Skąd pomysł na jej napisanie i czego możemy się spodziewać sięgając p...