Jak narodził się pomysł na powstanie czterotomowej historii
osadzonej w XIX – wiecznej Anglii?
Lucyna
Olejniczak: Zawsze lubiłam wiktoriańską literaturę, książki sióstr Brontë
oraz
Karola Dickensa, a także ich ekranizacje.
Dlatego moim marzeniem było napisanie czegoś w tym klimacie. Wspaniale
się przy tym bawiłam.
Preludium, Ostatni nokturn, Przerwana serenada, Walc pożegnalny – za sprawą każdego z tytułów serii, ale też fabuły i bohaterów,
wybrzmiewa wątek muzyczny. W jakich relacjach z muzyką pozostaje Lucyna
Olejniczak?
Lucyna
Olejniczak: Głowna postać, czyli Eliza jest pianistką, a jej mąż Richard
kompozytorem, więc siłą rzeczy muzyka jest motywem przewodnim całej serii. Przyznam,
że nie jestem ekspertką w tej dziedzinie, ale mam redaktora, który się na tym
całkiem dobrze zna. Czyta nuty, gra na wielu instrumentach, a przy okazji jest
moim synem i pierwszym redaktorem J
Eliza – główna bohaterka serii, zmaga się w tej części z
małżeńskim kryzysem, ponadto na jej barki spadają nowe obowiązki spowodowane
niedyspozycją męża. Ta kobieca postać z mocnym charakterem, nie boi się stanąć
po stronie słabszych, czy wyrazić swoje zdanie, w świecie zdominowanym przez
mężczyzn. Proszę nam zdradzić, czy Eliza była inspirowana prawdziwą postacią?
Lucyna
Olejniczak: Nie miałam takiego wzoru, lecz tego typu kobiet w XIX wiecznej
Anglii było mnóstwo, więc Eliza pewnie dużo im zawdzięcza. W dodatku już była
odważną i ofiarną Polką w trakcie Powstania Listopadowego w Warszawie.
Jestem pod wrażeniem kreacji świata, opisów zmieniającej się
przyrody, w której przyszło żyć bohaterom. Nie mam na myśli tylko czwartego
tomu, ale całą serię Pani na wrzosowisku. Co pomagało Pani przy kreowaniu świata
sprzed 200 lat?
Lucyna
Olejniczak: Każdy autor, który pisze książkę historyczną, musi się opierać na
źródłach i tę lekcję trzeba odrobić. Jednak najważniejsza jest wyobraźnia,
pisarz musi się wczuć wszystkimi zmysłami w opowiadaną przez siebie historię.
Opisywałam pory roku naturalnie, bo byłam w środku tej opowieści i wtedy sama
czułam na sobie powiew jesiennego wiatru, czy chłód grudniowego poranka.
W powieści Walc pożegnalny pojawia się pomysł założenia
szkoły muzycznej dla utalentowanych dziewcząt z ubogich rodzin. Jednym z
problemów jest pozyskanie funduszy na ten szczytny cel. Czy w czasach
wiktoriańskich trudno było dostać się do takiej szkoły?
Lucyna
Olejniczak: W tamtych czasach nawet kobiety pochodzące z zamożnych rodzin miały
trudności z wybiciem się i tylko te najsilniejsze osobowości osiągały jakiś
sukcesy. Kobieta w czasach wiktoriańskich traktowana była zwykle jako dziecko
albo lalka, własność mężczyzny, co podkreślał jej ubiór: falbanki, kwiatuszki,
żety i różowo-kremowe kolory. Jeśli więc dobrze sytuowane kobiety miały problem
z udowodnieniem swojej podmiotowości, to ubogie dziewczyny ze slumsów czy
małych miejscowości, nie miały w tym względzie żadnych szans.
Jeden z bohaterów powieści zmaga się z głębokim uzależnieniem od
morfiny. Jego codzienność skupia się na jednym celu – zaspokojeniu głodu
narkotykowego. Jakie metody leczenia i terapii mogły przynieść ratunek ludziom
w XIX wieku?
Lucyna
Olejniczak: Nie istniały prawdziwe terapie, zwłaszcza że morfina cieszyła się wtedy
całkiem dobrą opinią wśród lekarzy. Wręcz ją zalecano w niektórych przypadkach.
Prawdziwą plagą w tamtych czasach był raczej powszechny alkoholizm, a potem
doszło do tego opium. Morfina nie wydawała się wtedy realnym zagrożeniem.
Na kartach Walca pożegnalnego przedstawia Pani ówczesne warunki
życia ludzi: z jednej strony bogactwo i dostatek, z drugiej bieda i walka o
fundamentalne prawa oraz szacunek. Pojawia się także mocny wątek zabobonów, czy
wiary w istnienie czarownic. Jak przygotowywała się Pani do opisania tak
skrajnych światów?
Lucyna
Olejniczak: Przygotowywałam się do tego przez całą swoją pisarską karierę.
Mając na koncie już dwadzieścia parę książek, w której bywały i klątwy, i
zabobony, nie musiałam się uczyć niczego od nowa. To już kwestia pisarskiego
warsztatu.
Postać Stanisława Bielskiego w tej części wiąże się z losami
więźniów na Ziemi van Diemena – jednej z najbardziej surowych kolonii karnych
Wielkiej Brytanii. Wiedza, którą odnajdujemy w powieści, jest z pewnością
namiastką tego, co odkryła Pani podczas gromadzenia materiałów. Do jakich
najbardziej szokujących faktów udało się dotrzeć?
Lucyna
Olejniczak: Wszystko, co uznałam za interesujące w tym temacie, opisałam w
książce. Do tych karnych obozów trafiali nie tylko kryminaliści, ale również
osoby, którym zdarzyło się ukraść bochenek chleba, albo mieć wywrotowe poglądy.
Czasami wystarczyło być tylko Irlandczykiem. Wielu z tych ludzi budowało jednak
później Australię, czego Stanisław Bielski jest najlepszym przykładem.
Walc pożegnalny zamyka
losy Elizy Bielskiej i jej najbliższych. Czy przewiduje Pani powrót do świata
bohaterów w innej serii lub prequelu?
Lucyna
Olejniczak: Nie, uważam tę serię za zakończoną. Nie wydaje mi się, żeby tam
zostało coś do dopisania. To zamknięta historia, a teraz zajmuję się zupełnie
inną opowieścią.
Opowie Pani o planach wydawniczych na kolejne miesiące 2026
roku?
Lucyna
Olejniczak: We wrześniu będzie wznowiona moja powieść pod tytułem Księżniczka,
która porusza zupełnie tematy niż moje najbardziej popularne powieści, a w tym
roku jeszcze zmierzam wystartować z nową serią, która będzie powrotem do XIX
wiecznego Krakowa. Tytuł (na razie roboczy) całej serii to Pracownia przy
Brackiej, a pierwszego tomu - to już pewne - Córka witrażysty.
Dziękuję za rozmowę! 😊
Serię Pani na wrzosowisku i inne powieści Autorki zamówisz tutaj (klik).
Zajrzyj na stronę autorską na Facebooku i Instagramie.
Moją opinię o Walcu pożegnalnym, przeczytasz tutaj (klik).
Wywiad powstał we współpracy z Wydawnictwem Prószyński i S-ka.