Pani z wieży to już drugi tom serii, zaraz po Klątwie
ruin. Tłem historycznym dla obu historii jest wojna polsko – bolszewicka. Klątwa
ruin została przez Ciebie napisała dla upamiętnienia 100-lecia Bitwy
Warszawskiej, czy Pani z wieży również powstała z okazji tej rocznicy?
Magdalena Wala: Drugi tom serii z koronkami nie
jest już powieścią rocznicową. W „Klątwie ruin” została wspominana Eliza i
kiedy zastanawiałam się nad bohaterami kolejnego tomu, postanowiłam, że tym
razem opowiem jej historię. Ponieważ „Pani z wieży” stanowi kolejny tom, zatem
oczywiste dla mnie było umiejscowienie fabuły powieści w 1920 roku.
Armia, aby mieć jakiekolwiek szanse
na zwycięstwo i móc walczyć potrzebowała wszystkiego. Prowadzone były zbiórki
na poczet Pożyczki Odrodzenia Polski, czy Polacy chętnie w nich uczestniczyli,
spieniężając, bądź oddając swoje kosztowności?
Magdalena Wala: Myślę, że w tym względzie od 1920
roku dużo się nie zmieniło. Kiedy zachodzi taka potrzeba potrafimy być ofiarni
i dzielić się tym, co mamy. Nawet jeśli każdy da niewiele, zebrana suma jest
poważna. Podczas wojny pożyczki były reklamowane w prasie, a nazwiska
darczyńców drukowano w gazetach, co też dla części najbogatszych stanowiło
motywację. Do tego 1920 rok był specyficzny. Polska odzyskała niepodległość
niecałe dwa lata wcześniej, kraj nadal nie podźwignął się ze zniszczeń I wojny
światowej, ale ludzie dzielili się czym tylko mogli. Zbiórki prowadzono nie
tylko wśród ziemiaństwa, tak naprawdę uczestniczyły w nim wszystkie grupy
społeczne, nawet robotnicy i chłopi pomimo bolszewickiej propagandy. Zbierano
nie tylko pieniądze, ale też wszystko, co mogło się przydać żołnierzom na
froncie, zwłaszcza ciepłą bieliznę i buty, papierosy, czekoladę, herbatę,
książki. Gazety z tamtego okresu pełne wpisów o ofiarności naszych przodków są
fascynującą lekturą.
Warunki mieszkalne ludności
dworskiej diametralnie różniły się od warunków życia chłopów. Co więcej,
świadomość sanitarna na polu walki i była znikoma. Skąd wynikał ten brak
świadomości? A może, był on celowy?
Magdalena Wala: To akurat proste. Bogaci mieli
dostęp do edukacji, natomiast ludność mieszkająca na wsi, częściowo również
robotnicy raczej nie posyłali dzieci do szkoły. Niepiśmienni uważali, że skoro
oni nie nauczyli się czytać i pisać, nie było to potrzebne również im dzieciom.
Nie możemy zapominać, że nawet małe dzieci miały również swoje obowiązki i
musiały pomagać rodzicom w pracy w polu i obejściu, aby wyżywić rodzinę. W rezultacie
łatwo rodziły się przesądy, leczono zazwyczaj domowymi sposobami, a ciężką
chorobę lub śmierć tłumaczono wolą Boga. Chłop w tym czasie wolał, aby dziecko
zmarło, niż decydował się na sprzedaż krowy, aby pokryć koszty leczenia. Dzieci
w rodzinach było wiele, panowała wysoka śmiertelność, a dostęp do lekarza był
drogi. W takiej sytuacji korzystano z usług znachorów i różnych mądrych babek,
które często bardziej szkodziły niż pomagały. Jednak niewyedukowanymi
biedakami, co sprytniejsi łatwo manipulowali, odradzając wizyty u lekarzy w
mieście, choćby po to by nie utracić źródła stałego zarobku. Zawsze łatwiej
zdominować osoby niewykształcone, skazane jedynie na korzystanie z jednego,
często nierzetelnego źródła informacji. A to najlepszy sposób na, nie tylko
sanitarną, katastrofę.
Wróg nie atakował tylko na polu walki,
ale posuwał się do okrutnych praktyk rabując, niszcząc gospodarstwa, inwentarz,
czy profanując mauzoleum. Czego nie mógł zabrać – niszczył, a Polacy
pozostawali w jeszcze większej biedzie niż wcześniej. Czy te grabieże były
częstym zjawiskiem na wsiach?
Magdalena Wala: Grabieże nieodłącznie wiążą się z
wojną i nie ograniczają się jedynie do wsi. Zwycięscy żołnierze w ten sposób
mścili się na wrogu, starali się wzbogacić kosztem pokonanych. Rabunek stawał
się też dobrym sposobem na wymierzenie kary, swoistą zemstą lub rewanżem za
własną, czasem wyolbrzymioną krzywdę. Jeszcze jednym środkiem, za pomocą
którego można było upokorzyć nieprzyjaciela i upewnić się, że raczej nie będzie
chciał wrócić na spustoszone ziemie. Wieści o takim postępowaniu dodatkowo
miały wzbudzać strach i doprowadzić do braku oporu ludności cywilnej oraz w
konsekwencji do łatwiejszego zwycięstwa. Uciekający mieszkańcy miasteczek i wsi
stanowili też utrudnienie dla obrońców, ponieważ w takiej sytuacji wysiłek
państwa skupiał się nie tylko na prowadzeniu wojny obronnej, ale na konieczności
ewakuacji i zapewnienia schronienia obywatelom. Zaś zajęte i spustoszone
ziemie, nie mogły być wykorzystane przez wroga, w razie jego przejścia do
ofensywy. Dlatego też oficerowie nie reagowali na wypadki grabieży czy gwałtów
popełnianych na ludności cywilnej. Stanowiło to jeszcze jeden sposób na
wygranie wojny.
Bardzo szczegółowo przedstawiasz
warunki i funkcjonowanie wojskowego szpitala. Pokazujesz jak nikłą świadomość
miało społeczeństwa na temat przenoszeniu chorób zakaźnych, obrazujesz problem
na przykładzie kiły. Jak przygotowywałaś się do pisania tych scen?
Magdalena Wala: Mam jedną niezawodną receptę na
poznanie sposobu myślenia i stanu wiedzy ludzi w odległych czasach. Wnikliwie
studiuję źródła historyczne. W tym wypadku były to przede wszystkim wspomnienia
i pamiętniki lekarzy zarówno cywilnych jak i wojskowych z opisywanego przeze
mnie w powieści okresu. Najcenniejszą okazała się pozycja autorstwa Marii
Zdziarskiej-Zaleskiej „W okopach. Pamiętnik kobiety lekarza batalionu” spisany
przez studentkę medycyny, która brała udział w walkach w czasie wojny
polsko-bolszewickiej. Takich relacji lekarzy przeczytałam kilkanaście nim
zabrałam się za pisanie. Skupiałam się przede wszystkim na kwestiach związanych
z warunkami panującymi w szpitalach polowych, pracy służb sanitarnych oraz
stosunku żołnierzy do lekarzy i sanitariuszy.
Elizę łączą z dalekim kuzynem
bardzo bliskie relacje. Czy było na nie przyzwolenie w tamtych czasach?
Magdalena Wala: Biorąc pod uwagę, że wyższe warstwy
społeczne były ze sobą spokrewnione lub spowinowacone, nikt nie widziałby w tym
nic dziwnego. Takie związki zawierano choćby po to, by zatrzymać majątek w
rodzinie. Zdarzały się nawet małżeństwa między bardzo bliskimi krewnymi:
kuzynostwem (dziećmi rodzeństwa), czy wuja z siostrzenicą (takie małżeństwo
zawarła choćby Jadwiga Zamoyska wychodząc za brata matki). Eliza i Mateusz
mieli zaledwie wspólnych pradziadków, więc ich pokrewieństwo było dość odległe.
Kolejna sprawa, to nasza obecna wiedza na temat genetyki i dziedziczenia
zwłaszcza pewnych chorób jest współcześnie o wiele większa niż sto lat temu.
Odkrycie Mendla i opisanie przez niego praw dziedziczenia cech nastąpiło
zaledwie pól wieku przed opisywaną w powieści wojną z bolszewikami, wiedza o
genach umiejscowionych w chromosomach to odkrycie sprzed zaledwie dekady, a DNA
zostało zidentyfikowane pod koniec II wojny światowej, czyli dużo później. My kierując się aktualnym stanem wiedzy
unikamy związków pomiędzy bliskimi krewnymi, sto lat wcześniej były jak
najbardziej akceptowane.
Kiedy pojawi się nowa książka
Magdaleny Wali i o czym będzie?
Magdalena Wala: Jeśli nic w planach wydawniczych
nie ulegnie zmianie „Zanim zapomnę” finałowy tom serii „Splatane losy” pojawi
się na półkach księgarskich pod koniec września. Okładka jest już gotowa
(śliczna), a ja czekam na plik po korekcie. Powieść w klimacie dwóch
poprzednich, tym razem jednak z bardziej rozbudowaną częścią historyczną i
bohaterką, która naprawdę wiele przeszła w czasie wojny. Opisuję w nim pewną
nazistowską organizację, o której wspominałam w jednym z poprzednich tomów. W
części współczesnej natomiast niedaleko Piekielnego Dworu zostaną znalezione
ludzkie szczątki… Po raz pierwszy w mojej powieści pojawi się trup.
Pytanie od Blondynki z czytnikiem:
W związku z tym, że w książkach Autorki bohaterowie są rzuceni w różne okresy
historyczne, to który okres w historii jest najbliższy Pani sercu?
Magdalena Wala: Z tych, o których pisałam?
Zdecydowanie starożytność, w tym wypadku starożytny Rzym. Chociaż moją ulubioną
cywilizacją jest starożytny Egipt. Inna ulubiona epoka to średniowiecze, ale
jeszcze nie napisałam żadnej książki, której akcja ma miejsce w wiekach
średnich. Jedynie w „Klątwie ruin” pojawiła się średniowieczna legenda. Moja
praca magisterska dotyczy średniowiecza i kusi mnie aby wykorzystać te badania,
aby napisać powieść. Mam nadzieję, że mi się to uda.
Magdaleno, bardzo dziękuję za
poświęcony czas i rozmowę. 😊
(Autorkę wybranego pytania konkursowego proszę o kontakt w celu podania adresu do wysyłki nagrody książkowej).
Recenzję "Klątwy ruin" przeczytasz tutaj (klik).
Recenzję "Pani z wieży" znajdziesz tutaj (klik).